platforma blogowa portalu
nowiny

Nie ma śniegu w Bieszczadach

Byłam w Dwerniku. Trzy dni. Ciepło było jak na wiosnę. Śniegu jak na lekarstwo. Turystów niewielu. Pojechałam, bo Dorotki imieniny były. Zrobiłysmy przyjęcie: sałatka, serki nasze ulubione pleśniowe, kabanosy, Haneczka utopiła smalcu i uczta była, że hej.

Dorota przyjechała ze mną do Rzeszowa i poleciała na zakupy.

A ja siedzę, kaszlę, prycham, kicham i rozsiewam zarazki. Prawie wszyscy chorzy.

Chyba pójdę do lekarza, bo bez leków zdaje się, że się nie obejdzie.

Zimy nie ma, mrozu nie ma, kleszcze za to są. Kolega mi mówił, że jego pies wrócił z podwórka z kleszczem. Matko kochana. W lutym kleszcze? Zjedzą nas w lecie.

Zima nas dopadła

Temperatury spadły poniżej 10 stopni i wszyscy narzekają. A ja pamiętam zimy, w mojej rodzinnej wsi Malawa, gdy tata tunele w śniegu wykopywał, żeby można było dostać się do drogi. Dróg wiejskich zresztą wtedy nie odsnieżano, bo nie były strategiczne.

Z bratem budowaliśmy igloo. Wycinaliśmy z zamarzniętego śniegu bryły i układaliśmy jedna na drugiej. Na zamarznietej sadzawce graliśmy w hokeja. Krążek był z pudełka po paście do butów.  Moje dzieci, jak im to opowiadam, nie wierzą.

A tak było.

Tak, że mnie mróz nie straszny. Może bycćnawet minus 30. Przynajmniej ślimaki zgina i wiosną nie zaatakują maminych grządek. Dwa lata temu zjadły wszysko. Ostała się jedynie aronia. Widocznie im nie smakowała.

I juz 5 stycznia

Ani sie człowiek obejrzał, a tu juz 5 stycznia. Zleciało jak stelił z bata. Sylwestra spędziłam w łóżku. Sama. Bez szampana. Przy telewizorze.

Córka najstarsza mi wyszła za mąż, co prawda tylko cywilnie, na razie, ale już mężatka. Mieszka u mężą, smutno i tęskono mi do niej. Ale na szczęście mieszka w Rzeszowie, więc spotykamy sie często.

W sobote cały dom ludzi miałam, bo wszystkie moje dzieci, wnuki i zięciowie przyjechali. Były gołąbki, więc trudno się dziwić.

Zima na całego. Dzwoniła Dorota z Dwernika i mówi, że gazety głupoty piszą. Napisały, że w Bieszczadach ma być -6 stopni mrozu.  – A we wtorek rano było – 18 – twierdziła.

Dobrze, że pada, że jest mróz. Człowiek musi w zimie zmarznąć, żeby w lecie był zdrowy.

To nie moje, to dziadka Henka.

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!