platforma blogowa portalu
nowiny

Mam nowego wnuka

dzisiaj po 15 moja najmłodsza córka urodziła synka. Ważył 3,20 kg i ma 55 cm. Będzie miał na imię Julek.

Jestem szczęśliwa jak diabli.

Mam już trzech wnuków i trzy wnuczki.

Zdjecia jeszcze nie mam, ale jak tylko dostanę od córki do zamieszczę.

Idę na wino. Trzeba opić wnuka.

Mam nową wnuczkę

Ma na imie Nadia. Urodziła sie tydzień temu, ale z jej zdrowiem nie było najlepiej, więc nie pisałam. Teraz jest wszystko w porządku. Nadia ma tydzień, waży 2,7 kg, ma czarne włoski i jest śliczna.

Na razie razem z mamą jest jeszcze w szpitalu, ale pod koniec tygodnia chyba je wypiszą.

Mam więc pięcioro wnucząt: trzy dziewczynki: Wiktorię, Natalię i Nadię i dwóch chłopców: Wiktora i Rayana.

Trzeci chłopak w drodze. Urodzi sie pod koniec kwietnia.

Jestem babcia jak się patrzy.

Pisałam, że śniegu nie ma – jest

Ponad tydzień temu pisałam, że śniegu w Bieszczadach nie ma. Bo nie było. Teraz jest i to dużo. I mróz tęgi.  Pod Otrytem zamarzł młody chłopak. Straszne.

W mieście też nie najlepiej. Zasypało. Zaspy, oblodzone chodniki, z domu nie chce się wychodzić.  Ale podobno to już ostatni zryw zimy.

Córka mi strachu napędziła. Wylądowała w szpitalu, za wcześnie jej dziecko chciało przyjść na świat. Na szczęście sytuacja została opanowana, choć musi leżeć.  Będzie miała drugiego syna, bardzo się cieszy, bo chciała syna. ja tam wiem swoje, dziewczynki są lepsze. Wiem co mówię, bo mam trzy córki i syna.

Wnuk skończył roczek, wnuczka wyjechała

Troche długo nie pisałam, ale jestem usprawiedliwiona. Byłam chora. Dopadła mnie jakaś żołądkowa przypadłość, lekarz powiedział, że to wirus. Tylko wirusa jeszcze w tym roku nie miałam.

Córka z wnuczką wyjechała do Irlandii. W domu tylko przez kilka godzin był spokój, bo wprowadziła się następna córka, z dwójką dzieci. Na chwilę. Siedzą już ponad tydzień.

Rayan skończył roczek. Zaczyna chodzić, jest po prostu rozkoszny. W niedzielę wyprawiamy urodziny.

Wiktoria siedzi ze mną w pracy i marudzi, bo chce iść do McDonald’s.

No to idziemy!

Nie bijcie dzieci, debile!

Matka z ojcem skatowali dziecko, nie przeżyło. Miało kilkanaście miesięcy. W trakcie dochodzenia okazało się, że dzieci w tym domu jest dużo, a jednego brakuje. Ojciec przed kamerą mówi, że ktoś zabrał dziecko spod sklepu, gdzie je matka zostawiła. Ona nigdzie tego nie zgłosiła i tak zostało. Dzisiaj dziecko ma 11 lat. Może i lepiej, że ktoś zabrał, może mu sie lepiej żyje.

Słuchać spokojnie tego nie można.

Ludzie, co się z nami dzieje? Gdzie była rodzina tych ludzi, sąsiedzi, policja, ksiądz? Jak można w ten sposób postępować?

Przyzwyczailiśmy się chyba do takich sytuacji. Nie ma tygodnia, żeby dziecko nie padło ofiarą dorosłych, ich głupoty, pijaństwa, bezkarności.

Nie jestem za karą śmierci, ale w takich przypadkach, kiedy z rąk dorosłych ginie dziecko, litości nie mam.

Patrzę na mojego ślicznego wnuka Wiktora. Biega po mieszkaniu, rozrabia, wlazł z butami na łóżko. To chyba powód, żeby go zlać. Zdejmuję go z łóżka i ściągam mu buty. Niech włazi bez butów.

Tak sobie myślę, że Pan Bóg dobrze wymyślił posiadanie dzieci. Gorzej z robieniem. Powinien był sposób na robienie dzieci opatentować. Za patent trzeba płacić. A tak, to każdy głupi wykona kilka nieskomplikowanych ruchów i robi dziecko. A potem, są tacy, którzy nie wiedzą, co z tym dzieckiem zrobić. Efekty tej głupoty, bezmyślności i zwykłej podłości oglądamy potem na małych ciałkach maltretowanych przez debilnych  i okrutnych rodziców dzieci.

Walczmy z tym! Bo tylko na nas, dorosłych, paradoksalnie, te dzieci mogą liczyć.

Nostalgia mnie dopadła

Niby wszystko u mnie w porządku. Mama po nieszczęśliwym upadku z rowera wraca do zdrowia. Wnuk po operacji nawet blizny nie ma. Ja egzystuje w miare normalnie, zdrowie tez jakby lepiej. A jednak cos mi spokoju nie daje, coś mnie w środku uwiera. Trudno to zdefiniować. Może ciepła mi brak? Może szalonych imprez z przyjaciółmi w pubach? Może to tylko wiosenne przesilenie? Nie wiem. szukam przyczyny, dla której nie jestem sobą.

Dalej szukam.

Chyba nie znajdę.

Ale znalazłam lekarstwo.

Pojadę na długi weekend majowy w Bieszczady. Do mojej ukochanej przyjaciółki Doroty. Ona ma lekarstwo na takie nastroje.

Ugotujemy coś pysznego, wypijemy dobre wino, pośpiewamy na tarasie. Powinnysmy jeszcze pójść na długi spacer w góry. Ale jak znam życie – nie pójdziemy.

Na spacery po Dwerniku, gdzie mieszka Dorota, jakoś brakuje nam czasu.

Sama myśł o tym, że już za kilka dni będę w górach, podziałała na mnie jak balsam.

Wracam do formy.

Idę się rozliczyć z urzędem skarbowym, bo oczywiście, jak co roku, robię to w ostatniej chwili.

Nawet padać przestało.

Dawno nie pisałam, że lipa nadal kwitnie. Bo kwitnie.

Stadami i latają

Nie parami, ale stadami i nie chodzą tylko latają po mnie nieszczęścia. Dopiero co mama wyszła ze szpitala, a już jutro czeka mnie kolejna wizyta na szpitalnym oddziale. Mój mały wnuk musi mieć operację. Wszyscy mówia, że to nic skomplikowanego, że wszystko będzie dobrze.

A ja jestem przerażona!

O właśne dzieci tak się nie denerwowałam. Tak, że jutro mam kolejny trudny dzień.

Trzymajcie za mnie kciuki, wszyscy Ci, którzy mi dobrze zyczycie.

Pozdrawiam1

Wiosenne przesilenie mam

Nic mi sie nie chce. Wszystko mnie wkurza. Ciagle mnie coś boli. Głównie głowa, która przez 50 lat prawie wcale mnie nie bolała i widocznie teraz nadrabia.

Wnuczka Natalia też ma jakąś taką markotną minę. Córka siedzi z wnukiem w Paryżu i narzeka, że zimno. Boże, jak bym siedziała w Paryżu, to na zimno z całą pewnością bym nie narzekała. Miałabym inne rzeczy na głowie. Tak mi się wydaje, bo przecież w Paryżu nigdy nie byłam.

Na przekór wszystkiemu: moim nastrojom, pogodzie, smutnym ludziom na ulicy, moja lipa kwitnie jak szalona.

Ktoś mi kiedys powiedział, że nastroje miewają ludzie, którzy myślą. A mnie się nawet myśleć nie chce. Dopadło mnie przesilenie… wiosenne.

Przypomniałam sobbie jak moja cudna wnuczka chciała pocałować zdechłego kota, żeby ożył.

- Babciu, dajmy mu buzi, to może on sie obudzi, tak jak królewna Śniezka – zawyrokowała moja wnuczka.

Nie pozwoliłam.

Ja się chyba muszę obudzić. Może mnie ktoś pocałuje?

Jeden wnuk ma drugiego ząbka, drugi wnuk zaczął chodzić

Mój pięciomiesięczny wnuk Rajan właśnie został właścicielem drugiego ząbka. Święto w rodzinie. Wszyscy oglądają, podziwiają. Takie małe radości bardzo cementują rodzinę. Nawet ząbek. Rjan jest słodki, grzeczny, uśmiechnięty. Moja córka ma szczęście.Dziś jest też kolejny powód do radości. Wiktor, mój roczny wnuk zacząl chodzić.Od razu wlazł do kosza na śmieci. Potem do pokoju, gdzie walnął głową w ławę. Siniak z tegopowstał jak ta lala.

- Jak na chłopca to wcześnie zaczął – stwierdziła moja córka Kasia. – Chłopcy przewżnie późno chodzą.

Kasia przyjechała do mnie, bo chciała mi pokazać sylwestrową kreację. Idą z mężem do ekskluzywnego hotelu Ambasador. Kupiła piękną fioletową kreację, do tego czarne pntofelki. Jest śliczna, we wszystkim jej dobrze, ale ciągle ma jakieś ale.

Ja na Sylwestra nie idę. Będę bawić Rajana.Może to i dobrze.  Nie piję,bo mam nadciśnienie, tańczyć lubię, ale nie muszę. Posiedzę z wnukiem, poglądam telewizję. W Nowy Rok mam dyżur w redakcji. Balowanie nie wchodzi w rachubę.

Już wieczór. Dom wyciszony. Natalka, moja czteroletnia wnuczka właśnie  mi oznajmiła, że kocha mnie na tysiąc żyć.Czy może być coś fajniejszego na zakończenie dnia? Nie, nie może.