platforma blogowa portalu
nowiny

Bacia, bacia, ciuciu masz?

Dni coraz dłuższe, coraz cieplej. Pracować się nie chce, kusi zieleń trawy i śpiew ptaków. Oj, poleżałby człowiek nad zalewem albo na Bulwarach na soczystej trawie. Tylko, że trzydzieści lat temu uszłoby mi to bezkarnie, a dzisiaj, zapewne, dostałabym zapalenia płuc. Więc nie pójdę nad rzekę, tylko na spacer z wnukiem.

Wiktor, mój wnuk, ma dwa i pół roku. Jest przezabawny. Przychodzi do mnie i mówi, takim swoim dziecinnym językiem: – Bacia, mama wi mkneła. Uczy.

Co oznacza, że jego mama zamknęła drzwi od pokoju, bo sie uczy.

Mówie do niego: – Idź i pukaj.

I słyszę, jak Wiktor, który podszedł pod drzwi pokoju, mówi do tych drzwi: – Pukaj, pukaj!

Oj, wnuki to naprawdęe dobry wynalazek. Oczywiście odpowiednio dawkowany.

Co napisawszy idę do domu, gdzie przywita mnie roześmiany wnuk wołając: – Bacia, bacia, ciuciu masz?

Czyż to nie słodkie?

Weekend nad Sanem spędzę

Słońce świeci i od razu chce się żyć. Jakaś nowa energia we mnie wstapiła. Byłam wczoraj w Warszawie i tak mnie ten pobyt zmęczył, że dzisiaj od rana cieszę się, że mieszkam w Rzeszowie. Spokojniej, ciszej, korki mniejsze. I Bieszczady blisko. Wybieram sie jutro z rodziną do Dwernika. Weekend nad Sanem to jest to o czym marzę od kilku miesięcy. I jeszcze, żeby ciepło było. W Bieszczadach nie mam nadcisbnienia i głowa mnie nie boli, nawet po wiekszej wódce. Nie to, co w mieście.

Na rondzie przy Lubelskiej zakwitły krokusy. Żółte, piękne.

Trzeba zasiać rzeżuchę, bo święta blisko.

To idę siać!

Pozdrawiam, wiosennego nastroju życzę!

Wnusia wyjechała, a mnie bolą lędźwie

Moja córka, ta, która mieszka ze mną, zabrała małą Natalkę i poleciała do Dublina. W domu cisza. Głupio jakoś. Nie muszę rano zasuwać z małą do przedszkola. Myslałam, że odpoczne, a gdzie tam. Miejsca sobie nie mogę znaleźć. Taki już los babci.

Natalia po raz pierwszy leciała samolotem. Była bardzo przejęta. Zadawała mnóstwo pytań. Moja córka miała poważne obawy, że bedzie płakać czy rozrabiać. Po części sie sprawdziło. na lotnisku dała taki popis, że obsługa długo ja zapamięta.

- Babciu Natalia szalała jak nie wiem co – relacjonowała mi Wiktoria, moja najstarsza wnuczka, która Natalię odprowadzała. – Wszystkich zaczepiała, pytała, gdzie lecą i jak się czują.

Na szczęście w samolocie obyło się bez ekscesów. Przez godzine biegała po pokładzie, a potem zasnęła.

Nie bedzie ich na szczęście tylko tydzień. Wytrzymam.

Jutro bawie Wiktora, bo najmłodsza córka ma zajęcia na uczelni. Kurczę, babcią jestem na okrągły zegar. Tak z tego wynika.

Wiosna na dworze, a mnie bolą korzonki. Przyjaciółka Dorota, która do mnie przyjechała z Bieszczad, mówi, że to lędźwie.

Co to są lędźwie?