platforma blogowa portalu
nowiny

W Bieszczadach jest cudnie

Długi weekend spędziłam w Dwerniku nad Sanem razem z córka, zięciem, wnukami i przyjaciółmi. Było cudownie. Ciepło, dużo znajomych, zimne piwko. Dwernik to nie kurort, więc nie ma tam tłumów, ale miejsce jest naprawdę urocze. Polecam.

I pozdrawiam wszystkich, którzy piwo na belce (kto był, to wie, co to belka) pił.

Krowy Marianny Ciomborki, które ponad 20 lat spacerowały po wsi, już nie spacerują. Pani Marianna zlikwidowała stado. Teraz chodzi smutna, podparta kijem, którym kiedyś te krowy przeganiała. Krowy szkody robiły, ale jakoś tak żal.

Dorota pewnie siedzi w sklepie i od czasu do czasu dokarmia ptaszki. A w Rzeszowie gorąco i duszno. Nie to, co nad Sanem.

Zalany weekend

Ale był fajny majowy, długi weekend. Lało jak z cebra. Byłam z rodziną w Dwerniku, w Bieszczadach. Dobrze, że w chacie jest kominek, to paliliśmy na całego.

Dzień wygladał tak: pobudka koło południa, obiad, palenie w kominku, kolacja, picie. Spać szliśmy dobrze po północy.

Kolejny dzień: patrz wyżej.

Kolejny dzień: patrz wyżej.

Kolejny dzień: musieliśmy wcześniej wstać i zjeść, bo wracaliśmy do domu.

W Rzeszowie – pada!

Niedziela – imieniny u mojej mamy. W Malawie. też padało.

Niedzielny wieczór spędziłam pod kołdrą, bo zimno było jak diabli.

Podsumowanie – dobrze, że ten weekend trwał tylko cztery dni, bo pewnie bym się utopiła. Pływać bowiem nie umiem.

Straty – wnuczka co kilkanaście minut wywracała się na bieszczadzkiej glebie, wskutek czego cztery pary spodni sa nie do doprania.

A tak ogólnie to było zajefajnie. Na kolejny długi weekend tez jedziemy w Bieszczady.

Natury nie oszukasz!