platforma blogowa portalu
nowiny

Stadami i latają

Nie parami, ale stadami i nie chodzą tylko latają po mnie nieszczęścia. Dopiero co mama wyszła ze szpitala, a już jutro czeka mnie kolejna wizyta na szpitalnym oddziale. Mój mały wnuk musi mieć operację. Wszyscy mówia, że to nic skomplikowanego, że wszystko będzie dobrze.

A ja jestem przerażona!

O właśne dzieci tak się nie denerwowałam. Tak, że jutro mam kolejny trudny dzień.

Trzymajcie za mnie kciuki, wszyscy Ci, którzy mi dobrze zyczycie.

Pozdrawiam1

Mama zbiegła z roweru

Moja mama, która ma 76 lat ciagle jest żywotna i sprawna. Ale dzisiaj niestety spadła z roweru i złamała biodro. Czeka ją operacja i zapewne długa rehabilitacja. Nie jeden raz prosiliśmy, żeby na ten rower nie wsiadała. A gdzie tam. Nie słucha, jest uparta jak osioł. Mam nowe zmartwienie. Depresja przeszła mi jak ręką odjął, bo jestem taka zła, że nie mam czasu na deprechę.

Mam nadzieję, że ja nie będę taka uparta w jej wieku.

Chyba jednak bedę, jestem do niej bardzo podobna.

Nakrzyczałam na brata Tomka, że nie schował tego roweru, żeby nie mogła jeździć.

- Schowałem i nawet spuściłem powietrze z kół, ale znalazła i napompowała – bronił się Tomek.

Na mamę nie ma mocnych. Zawsze taka była. Swoją drogą, zuch kobieta. Już nie jestem na nią wściekła. Pójdę do szpitala, pocieszę ją.  Ale ochrzanię też.

Pamiętam jak kiedyś, dawno temu, mama myła okna. Stanęła na samym rogu parapetu,  który się oberwał i spadła. Strzaskała jakąś kość i długo miała nogę w gipsie. Tata się wtedy śmiał, że mama zbiegła z parapetu.

Tato! Teraz zbiegła z roweru. Nasza mama kochana.