platforma blogowa portalu
nowiny

Jurek Kulicki odszedł

Znaliśmy się prawie 30 lat. Przyjechał do Rzeszowa z żoną Ireną i córką Magdą. Magda wtedy chodziła do podstawówki. Dziś jest mężatką, ma dwóch synów. Jurek z Irką przez lata pracowali w Siemaszkowej. Chodziłam na ich spektakle. Irena poszła na wczesniejszą emeryturę. Jurek zszedł ze sceny w zeszłym roku.

Wczoraj umarł. Miał 68 lat. Chore serce.

Widziałam Go ostatni raz tuż przed wyjazdem, miałam do nich jechać na Mazury, do Kukli, gdzie mieli swój mały świat, z jeziorem, rybami, domkiem, lasem. Pewnie pojadę. Tylko, że tam już nie będzie Jurka.

Lubił łowić ryby, kochał antyki, potrafił je odnawiać. Niewielu jego znajomych wie, że robił doskonałe wędliny. Jego rodzina prowadziła zakład masarski, więc się nauczył. Pamietam jak w stanie wojennym kupowaliśmy świniaka i domowym sposobem wyrabialiśmy kiełbasy, szynki, pasztety, salcesony. Do dzisiaj  pamiętam ich smak.

Jurek był znakomitym aktorem. Mógł zrobić karierę, zapisać się do agencji, biegać na castingi, zagrać w serialu. Nie chciał. Kochał teatr.

Może gdzieś tam spotka się z Kozieniem, z którym się przyjaźnił, chodził na ryby. Może założą teatr i będą grać ukochane sztuki.

Może się spotkamy i obejrzymy.

Może.

Żegnaj Przyjacielu!

Odszedł Adam Mróz

W sobotę rano odszedł Adam Mróz, dziennikarz, artysta, animator. Znaliśmy sie jeszcze z czasów, gdy pracowałam w Teatrze “Kacperek”. Robił jakieś projekty. Potem spotykaliśmy się od czasu do czasu. Przez ostatnie kilka lat nasze spotkania były częste. Adam prowadził Klub Dziennikarza, pomagałam mu w organizacji imprez. Poznałam wielu emerytowanych dziennikarzy, ludzi, których znałam tylko z gazetowych tekstów. Adam bardzo chciał, żeby stara gwardia dziennikarska spotykała się z tą młodą. Bardzo mu zależało na zintegrowaniu naszego środowiska.

Dał mi słoik ziół z łąk z Poręb, w których od kilku lat mieszkał.

- Dobre na nadciśnienie, spróbuj – namawiał.

Patrzę na słoik z tymi ziołami i nie mogę powstrzymać łez. Nie mogę nie zapytać: – Dlaczego? 

Miał wiele pomysłów i planów. Chciał pisać leksykon podkarpackich dziennikarzy, miał wydać kalendarz z karykaturami polityków, miał iść na bal dziennikarzy, obiecywał, że tym razem na pewno. W piątek w klubie miały być Andrzejki.

Wszystko to już przeszłość.

Adam niczego nie zaplanuje, nie zrealizuje, nie zorganizuje. Zmarł w sobotę. Na zawał.

Pójdę Go jutro pożegnać. I nigdy nie zapomnę człowieka, który całował mnie w rekę, przepuszczał w drzwiach, nie używał wulgarnych słów, o nikim nie mówił żle i kochał, to co piękne.

Żegnaj Adamie. Do zobaczenia.