platforma blogowa portalu
nowiny

Miska w kwiatki

Nakrzyczał na mnie jeden z komentatorów mojego bloga, że mało piszę. A kiedy mam pisać, jak ciągle mam jakieś inne zajęcia. A to z wnukiem trzeba posiedzieć, a on mi zabiera laptopa, jak tylko do niego usiądę. A to córke za mąż trzeba wydać, z wnuczkami pogadać. A jeszcze praca.

Nie, nie narzekam. Kocham to wszystko. Tylko czasu rzeczywiście mam mało.

Rano do pracy, po południu, a wracam około 17, coś muszę ugotować, wyprać, posprzątać. Wieczorem oglądam, a właściwie patrzę bez zrozumienia na jakieś seriale i czekam na “Bożą podszewkę”. Leci na kanale Kino Polska. To znakomity serial. A główna bohaterka, Maryśka, to taka trochę ja.

Tyle, że Maryśka to szlachcianka z Juryszek, a ja córka kierowcy z Malawy. Ale wieś mojego dzieciństwa pamiętam dobrze. I chłopa, który jeździł wozem i krzyczał: Szmaty, stare szmaty biorę! I dawał za te szmaty blaszany kubek z kogutkiem, albo blaszaną miskę w kwiatki. To był szczyt luksusu. Pożądałam takiej miski, jak niczego innego na świecie. I dostałam, bo nazbierałam tyle starych ubrań, że wystarczyło na miskę.

A potem wpadła mi do studni! Studnia na 12 betonów. Nie było szans, żeby miskę wyłowić. Tata nie pozwolił. Poryczałam się. Miałam wtedy z 7 lat.

Po latach tata czyścił studnie. Wyciągnął moja piękna miske w kwiatki.

Kwiatków nie było.

Dzisiaj mogę sobie kupić dowolną miskę, z dowolnego surowca.

Ale ciągle mi żal tamtej.

Dorota wyjechała, Laskowik mnie ubawił

Dorota pojechała w te swoje Bieszczady. Tęsknię za nią. Wracam do domu i nie ma z kim pogadać. Tak cudnie spedzałysmy wieczory: rozmowy, papieros, winko, wspomnienia i dużo humoru, bo Dorota ciety dowcip ma, jak diabli. Ale co poradzić, jak każdy tęskniła za swoimi, za ukochanym wnukiem i widać było, że leżenie na mojej skórzanej kanapie już się jej dało we znaki.

Byłam w ubiegłą niedzielę na programie Zenona Laskowika. Ubawiłam się, jak norka. Laskowikowi z jego młodzieńczej fantazji, poczucia humoru i brylowania na scenie, nic nie ubyło. Jest dowcipny, czarujący, zabawny. Publicznośc boki zrywała ze śmiechu. W rozmowie bezposredniej tez jest ujmujący. gada i gada, trudno mu wejśc w słowo. Na dodatek ma wiele do powiedzenia. Ja wychowana na kabarecie TEY miałam ogromną przyjemność z rozmowy z nim. Takich kabareciarzy już nie ma.

Weekend upłynął mi pod znakiem porządków. Nawet okno w kuchni umyłam. Przyszła moja pyskata córka Kasia i mówi: O jak jasno w kuchni! Kochana córeczka!

Pogoda ładna, nie pada, depresja mi przeszła, nawet nie wiem kiedy. Co z tego, że pogoda ładna, gdy ludzie coraz bardziej mnie wkurzają. Dlaczego? A, tak generalnie za wszystko.

Mam dzisiaj dyżur w redakcji. Siedzę do wieczora. jakby ktoś chciał ze mną podyskutować, to zapraszam.

Na dobry początek

Zaczynam blogować. Trochę to dziwnie brzmi, bo kobieta w moim wieku powinna raczej wnuki niańczyć, a nie siedzieć przy komputerze. Ja postanowiłam robić i jedno i drugie. Czytaj dalej…