Byłam w Dwerniku. Trzy dni. Ciepło było jak na wiosnę. Śniegu jak na lekarstwo. Turystów niewielu. Pojechałam, bo Dorotki imieniny były. Zrobiłysmy przyjęcie: sałatka, serki nasze ulubione pleśniowe, kabanosy, Haneczka utopiła smalcu i uczta była, że hej.
Dorota przyjechała ze mną do Rzeszowa i poleciała na zakupy.
A ja siedzę, kaszlę, prycham, kicham i rozsiewam zarazki. Prawie wszyscy chorzy.
Chyba pójdę do lekarza, bo bez leków zdaje się, że się nie obejdzie.
Zimy nie ma, mrozu nie ma, kleszcze za to są. Kolega mi mówił, że jego pies wrócił z podwórka z kleszczem. Matko kochana. W lutym kleszcze? Zjedzą nas w lecie.
Dodano: 9 luty 2009 (Poniedziałek). Autor: mfron. Comments Off
Opublikowano w Bez kategorii
Tagi: Bieszczady, kolega, mróz, zima
Temperatury spadły poniżej 10 stopni i wszyscy narzekają. A ja pamiętam zimy, w mojej rodzinnej wsi Malawa, gdy tata tunele w śniegu wykopywał, żeby można było dostać się do drogi. Dróg wiejskich zresztą wtedy nie odsnieżano, bo nie były strategiczne.
Z bratem budowaliśmy igloo. Wycinaliśmy z zamarzniętego śniegu bryły i układaliśmy jedna na drugiej. Na zamarznietej sadzawce graliśmy w hokeja. Krążek był z pudełka po paście do butów. Moje dzieci, jak im to opowiadam, nie wierzą.
A tak było.
Tak, że mnie mróz nie straszny. Może bycćnawet minus 30. Przynajmniej ślimaki zgina i wiosną nie zaatakują maminych grządek. Dwa lata temu zjadły wszysko. Ostała się jedynie aronia. Widocznie im nie smakowała.
Dodano: 6 styczeń 2009 (Wtorek). Autor: mfron. Komentarzy: (3)
Opublikowano w Bez kategorii
Tagi: dzieci, mama, mróz, zima