platforma blogowa portalu
nowiny

Kelner: Proszę zmienić lokal

Byłam wczoraj w jednej z rzeszowskich knajp, przez litość nazwy nie wymienię. Dlaczego przez litość, zaraz wyjaśnię. Chciałam zjeść pierogi. zamówiłam. Głodna byłam jak nie wiem co, więc z niecierpliwością czekałam na swoje danie. Po 15 minutach przyszła kelnerka i powiedziała, że pierogi się skończyły.

Trafił mnie …, nieważne. Opuściłam lokal wściekła i głodna. Nie skorzystałam z propozycji kelnerki, żeby zamówić coś innego. Coś innego też przecież mogło się skończyć.

W tym miejscu przypomniała mi się historia, która przydarzyła mi się kilka lat temu.

Jechałam z synem Piotrem w Bieszczady. Piotrem zgłodniał i zaczął marudzić.

- Dobrze, zatrzymamy się w Brzozowie, tam jest taka knajpa “Zdrój” z dobrym jedzeniem – mówię do syna.

Przyjechaliśmy, wchodzimy. Knajpa pusta. Za barem barmanka, o bar stoi oparty kelner. Widać, że ma problem z tym staniem. Siadamy, kelner podchodzi, podaje karty i stoi dalej, lekko sie chwiejąc. Trochę mnie to zdziwiło, że stoi, ale pomyślałam, że tu taki zwyczaj.

- Możemy zamówić flaki? – pytam.

- Nie radzę!

- Dlaczego?

- Nie są zbyt dobre.

Zamurowało mnie.

- A sznycel?

- Nie ma.

- Może schabowy?

- Przedwczorajszy.

Z kilkoma innymi potrawami było podobnie, albo nie było, albo przedwczorajsze, albo niedobre.

- To co mi pan może polecić – pytam w końcu.

- Niech pani zmieni lokal.

Zmieniłam.

Tak to czasami bywa. Chyba lepiej najpierw sprawdzić, czy to co zamawia klient jest, a dopiero potem przyjmować zamówienie.

To wcale nie jest trudne.

A kultowej knajpy “Zdrój”, gdzie spędziłam naprawdę wiele fajnych chwil, już nie ma. Ktoś tam zrobił bank.

Szkoda.