platforma blogowa portalu
nowiny

Zima nas dopadła

Temperatury spadły poniżej 10 stopni i wszyscy narzekają. A ja pamiętam zimy, w mojej rodzinnej wsi Malawa, gdy tata tunele w śniegu wykopywał, żeby można było dostać się do drogi. Dróg wiejskich zresztą wtedy nie odsnieżano, bo nie były strategiczne.

Z bratem budowaliśmy igloo. Wycinaliśmy z zamarzniętego śniegu bryły i układaliśmy jedna na drugiej. Na zamarznietej sadzawce graliśmy w hokeja. Krążek był z pudełka po paście do butów.  Moje dzieci, jak im to opowiadam, nie wierzą.

A tak było.

Tak, że mnie mróz nie straszny. Może bycćnawet minus 30. Przynajmniej ślimaki zgina i wiosną nie zaatakują maminych grządek. Dwa lata temu zjadły wszysko. Ostała się jedynie aronia. Widocznie im nie smakowała.

I juz 5 stycznia

Ani sie człowiek obejrzał, a tu juz 5 stycznia. Zleciało jak stelił z bata. Sylwestra spędziłam w łóżku. Sama. Bez szampana. Przy telewizorze.

Córka najstarsza mi wyszła za mąż, co prawda tylko cywilnie, na razie, ale już mężatka. Mieszka u mężą, smutno i tęskono mi do niej. Ale na szczęście mieszka w Rzeszowie, więc spotykamy sie często.

W sobote cały dom ludzi miałam, bo wszystkie moje dzieci, wnuki i zięciowie przyjechali. Były gołąbki, więc trudno się dziwić.

Zima na całego. Dzwoniła Dorota z Dwernika i mówi, że gazety głupoty piszą. Napisały, że w Bieszczadach ma być -6 stopni mrozu.  – A we wtorek rano było – 18 – twierdziła.

Dobrze, że pada, że jest mróz. Człowiek musi w zimie zmarznąć, żeby w lecie był zdrowy.

To nie moje, to dziadka Henka.

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

Głowa mnie boli… od przybytku

W sobote wraca z Paryża mój syn, brat i zięć. W niedzielę urządzamy drugie urodziny mojego wnuka Wiktora. U mnie w domu rzecz jasna. Matka Wiktora, moja córka Aneta zaziębiła się i cierpi. W związku z tym część rzeczy muszę załatwić sama. Jakieś sałatki porobić, jakieś ciasto kupić.

Ale to nie jest najważniejsze. Najważniejsze, że synek wraca. Bardzo się za nim stęskniłam. Ma 19 lat i wydaje mu się, że jest dorosły, ale dla mnie jest Piotruś. I tyle. Zrobię mu gołąbki na powitanie, bo bardzo lubi.

Tak więc najpierw powitanie, potem urodziny wnuka, potem świeta i ślub cywilny najstarszej córki. Nie bedę tego przeliczac na kasę, bo i tak tyle nie mam.

Za to będzie miło, rodzinnie i wesoło, bo moje dzieci i zięciowie mają poczucie humoru i u nas zawsze, albo prawie zawsze jest wesoło.

Przypomniało mi się jak mój syn Piotrek był mały. Mieliśmy wtedy psa o imieniu Bolek. Niestety, już nie żyje. Otóz, wracam któregoś dnia ze sklepu, a mój, wtedy około 6-letni syn razem z psem Bolkiem chodzą po dywanie i wąchają.

- Co robicie? – pytam Piota.

- Bolek szuka narkotyków – odpowiada Piotrek.

- Dlaczego?

- Bo to jest pies policjański?

- Policjański? – zdziwiłam sie. – Nie widać.

- Nie widać mamiszon, bo to tajniak – odparł z całą powagą mój synek.

Uśmiałam się serdecznie.

Idę otwierać Dom Kultury na Baranówce, a potem oczywiście na zakupy.

I po Mikołaju

Wiktorowi komplet narzędzi do ubijania, przybijania i czegoś tam jeszcze. Wali teraz młotkiem, gdzie popadnie, a radochy ma przy tym co niemiara.

Rayanowi drewniane puzzle ze zwierzątkami – teraz pokazuje na nie paluszkiem i wydaje dźwieki typu: muuu, buuu, itp.

Natalii – bajki, które kocha i uwielbia jak się jej czyta przed snem.

Wiktorii – wirtualne zwierzątko, które trzeba karmić, układać do snu i nie wiem, co tam jeszczem, bo nie umiem tej zabawki obsługiwać. Jak się zwierzaka nie doglada to pada. Ale na szczęście można je zregenerować, czy jakoś tak.

To prezenty, które moje wnuki dostały ode mnie, choć planowałam, że dam po lizaku i buzi. Ale ich radośc jest dla mnie ważniejsza, niz kilka złotych.

Ja nic nie dostałam, bo pewnie grzeczna nie byłam.

A, nie. Dostałam – papierosy i zapalniczkę. Robiliśmy Mikołajki w redakcji. Przynajmniej trochę śmiechu było.

Kolejne prezenty już za kilkanaście dni. Kompletuję je powoli. Do obdarowania, oprócz wnuków, mam córki, zięciów, mamę, rodzeństwo, siostrzeńca i siostrzenicę.

Dam radę! Najwyżej kupię po lizaku i dam buzi!

I po urlopie

Nie pisałam, bo byłam na urlopie. W Bieszczadach. Nie ma tam Internetu. Ale ma być. Kiedy? Nie wiadomo.

Bieszczady piękne, Dwernik nad Sanem urokliwy na maxa. Turystów mniej niż w znanych kurortach. Można wypoczywać. Pod sklepem mojej przyjaciółki Doroty zatrzymują się prawie wszystkie auta, jadące przez wieś. Ludzie przysiadaja na belce, gadamy.

Krowy Ciomborki dalej latają po wsi luzem. dzieci z pola namiotowego przeganiaja je kijami. Nie pomaga. Wracają. Te krowy po wsi łażą od dwudziestu lat. Nie ma na to rady.

Wieczorami grilujemy na tarasie. Przyjechali znajomi z Rzeszowa. Pytam co tam w mieście. Wzruszają ramionami.

Dzieci dzwonią z domu, pytają jakie panele kupić, bo w domu remont.

Wracam. Bałagan jak diabli. Trzeba się brać za porządki.

Po urlopie.

Na koniec zagadka: Co to jest – małe, żółte i kopie?

Rozwiązanie już wkrótce.

Omskła mi się noga

Babcia tak mówiła. Omskła. Nie wiem, czy takie słowo istnieje, ale noga mi się rzeczywiście omskła. Wylądowałam na pogotowiu, bo ból był nie do wytrzymania. Miły lekarz stwierdził, że mam zwichnięty paluch. Kazał uważać i zmienić buty.

- Taka młoda dziewczyna i nogi sobie skręca – zauważył, gdy podałam mu rok urodzenia.

Bardzo dziękuje panie doktorze.

A tak na marginesie, są fajni lekarze. Ten własnie taki był. Nie dosyć, że fachowiec, to jeszcze dowcipny i dżentelmen.

Lato juz mamy. Wchodzę w nie ze skręconą nogą. Ale na szpilkach.

Jakoś tak wyszło, że nie pisałam o swoich urodzinach. A skończyłam 51 lat. jedna z moich córek w prezencie dała mi krem przeciwzmarszczkowy. Ale też markowe perfumy. Chyba, żeby mi żal nie było.

Nie jest mi żal. Wcale nie zrobiło to na mnie wrażenia.

Czuję sie młodo, mam całą masę planów, kocham życie, bawię się, gdy mogę, płaczę, gdy mi smutno. Kocham dzieci, uwielbiam wnuki i Bieszczady.

Byłam w ostatni weekend w Dwerniku. Jest pieknie. Już sie nie moge urlopu doczekać.

Pozdrawiam mój kochany Dwernik i wszystkich, których znam i którzy znają mnie.

Dam im buzi!

Dzisiaj Dzień Dziecka.  Prezentu domagają się nie tylko moje wnuki, ale też moje… dorosłe dzieci!?

- Mamo, nie możesz nie dać prezentu, przecież my zawsze jesteśmy Twoimi dziecmi, bez względu na wiek, sama tak mówisz – argumentują moje “stare” pociechy.

Wnuczki zabrałam do kina i do McDonald’s.

Dzieciom dam buzi!

A niech tam, dorzucę jeszcze ptasie mleczko.

A tak na marginesie, fajne mam te dzieci. Kupiły mi dzisiaj włoskie buty, w ładnym kolorze, na modnej szpilce i młodzieżową czarną bluzkę. Z okazji Dnia Dziecka ma się rozumieć.

Pogoda piękna, kwiaty kwitną, ptaszki spiewają, wnuki rosną.

Fajnie jest!

Wnusia wyjechała, a mnie bolą lędźwie

Moja córka, ta, która mieszka ze mną, zabrała małą Natalkę i poleciała do Dublina. W domu cisza. Głupio jakoś. Nie muszę rano zasuwać z małą do przedszkola. Myslałam, że odpoczne, a gdzie tam. Miejsca sobie nie mogę znaleźć. Taki już los babci.

Natalia po raz pierwszy leciała samolotem. Była bardzo przejęta. Zadawała mnóstwo pytań. Moja córka miała poważne obawy, że bedzie płakać czy rozrabiać. Po części sie sprawdziło. na lotnisku dała taki popis, że obsługa długo ja zapamięta.

- Babciu Natalia szalała jak nie wiem co – relacjonowała mi Wiktoria, moja najstarsza wnuczka, która Natalię odprowadzała. – Wszystkich zaczepiała, pytała, gdzie lecą i jak się czują.

Na szczęście w samolocie obyło się bez ekscesów. Przez godzine biegała po pokładzie, a potem zasnęła.

Nie bedzie ich na szczęście tylko tydzień. Wytrzymam.

Jutro bawie Wiktora, bo najmłodsza córka ma zajęcia na uczelni. Kurczę, babcią jestem na okrągły zegar. Tak z tego wynika.

Wiosna na dworze, a mnie bolą korzonki. Przyjaciółka Dorota, która do mnie przyjechała z Bieszczad, mówi, że to lędźwie.

Co to są lędźwie?

Nieszczęścia chodzą parami. Albo nawet trójkami!

Choroba, lekarze, apteki, leki. Taki tryb wyznaczyło mi życie. Ale temu mojemu życiu za mało było atrakcji, więc dorzuciło mi kolejne. Pękła mi rura w łazience, zalało całe mieszkanie. Nie dosyć, że moje, to jeszcze sąsiada. Do wymiany wykładzina w małym pokoju, panele w przedpokoju, parkiet w duzym pokoju. I komputer trafił szlag, bo stał na podłodze i go podlało.

Leżę na kanapie w pokoju, patrzę w sufit i czekam na kolejne zdarzenie. Może tynk spadnie mi na głowę?

Dzieci sie martwią o mnie, wnuki też. Natalia z Wiktorią przynoszą mi laurki, kwiatki, pytaja o zdrowie. Miło, że się o mnie troszczą. Wszyscy zabraniają mi palić. Ograniczam i to znacznie, bo przestać jakoś nie umiem.

Dziś tłusty czwartek. Nie jem pączków, bo nie przepadam, ale dzisiaj zjadłam dwa. a co, najwyżej mi cholesterol skoczy.

Mam znakomity przepis na pączki. Polecam.

Pączki z nadzieniem adwokat:Składniki na ciasto: 3/4 litra mleka, 10 dkg masła, 1,5 kg mąki, 6-10 jajek, 5 łyżek cukru, cukier waniliowy, alkohol np. tradycyjna żołądkowa gorzka, 10 dag drożdży, aromat pomarańczowy, skórka z pomarańczy Sposób przyrządzania: Pół litra mleka zagotować z masłem. Wsypać kg mąki i mieszać aż utworzy się „papka”. Białka ubić, dodać cukier, cukier waniliowy, żółtka. Następnie dodać aromat pomarańczowy, skórkę z pomarańczy i alkohol. Drożdże rozpuścić w 1/4 litra mleka (mleko musi być letnie) do „papki” dodać ubite jajka i roztopione drożdże i resztę mąki. Dobrze wyrobić ciasto i odstawić w ciepłe miejsce. Po krótkim czasie formować kulki, włożyć nadzienie, zlepić i położyć do wyrośnięcia zlepieniem do dołu. Smażyć pod przykryciem zanurzając pączki zlepieniem do góry. Po odwróceniu pączków smażyć już bez przykrywki. Ostudzone pączki udekorować polewą. 

Nadzienie adwokat:4 jajka, 30 dkg cukru pudru, 1/2 litra mleka, 1 laska wanilii lub cukru waniliowego, 1/4 litra likieru Advocaat żołądkowa gorzka.Sposób przyrządzania: W głębokim naczyniu należy mikserem ubić całe jajka z cukrem pudrem na puszystą (białą) masę. Mleko wlać do garnka. Zagotować je z laską wanilii (cukrem waniliowym) i lekko schłodzić. Z tak przygotowanego mleka wyjąć wanilię. Do naczynia z gotową masą jajeczną wlewać powoli po 2 łyżki mleka, przez  cały czas ubijając masę. Kiedy składniki połączą się należy masę odstawić do schłodzenia. Następnie do zimnej masy bardzo wolno wlewamy likier jajeczny. Tak przygotowana masa jajeczno – alkoholową nadaje się do nadziewania pączków.  

Nadzienie pomarańczowe:Składniki: 2 pomarańcze, 3 łyżki masła, 4 łyżki cukru pudru, 30 ml alkoholu np. żołądkowa gorzka.Sposób przyrządzenia: Pomarańcze myjemy, parzymy i po osuszeniu ścieramy z nich skórkę. Owoc oczyszczamy z białych włókien i drobno siekamy. Rozgrzewamy masło, dodajemy cukier, startą skórkę i smażymy kilka minuty. Dodajemy cząstki pomarańczy, podgrzewamy i odstawiamy z ognia. Wlewamy alkohol i mieszamy.Pracy trochę przy takich wyrobach jest, ale efekt1 palce lizać!

Babciu, ty nie jesteś stara, ty jesteś nowa

tala-na-torze.jpg

To jest właśnie moja wnuczka Natalia.

Wróciłam wczoraj późno do domu, bo po pracy poszłam do koleżanki. Zagadałyśmy się, jak to kobitki po pięćdzieisątce, tak, że w domu byłam dopiero koło ósmej. Nawet jeść mi sie nie chciało, co akurat może mi wyjśc na zdrowie. jak sie ma cholesterol powyżej 300 to jedzenie nie jest wskazane. Tak przynajmniej twierdzi mój lekarz.

Leżałam na kanapie, przyszła moja czteroletnia wnuczka Natalia.

- Babciu, zrób mi kolację, bo moja mama jest zmęczona.

Pomyślałam, że ja w wieku mojej córki, a ma 28 lat, nie miałam czasu na zmęczenie, bo troje dzieci skutecznie mi ten czas zajmowało. Nie chciało mi się wstawać, więc mówie do Natalii:

- Natalka ja jestem stara, nie chce mi sie wstawać.

Moja wnuczka zrobiła wielkie oczy, popatrzyła na mnie uważnie i odpaliła:

- Babciu, ty nie jesteś stara, ty jesteś nowa!

Rozbawiła mnie do łez. Zrobiłam jej kolację, bo co niby miałam zrobić.

W końcu babcie od tego są!