Miałam nie pisać o polityce
Ale się nie da. Włazi mi ta polityka w życie drzwiami i oknami. Irytuje mnie, ale jednak dotyka. Dostałam rachunki za prąd, gaz. Wysokie. A politycy mówią, że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. Gdzie i kiedy – pytam.
Posłom dali podwyżkę o 400 zł. Mnie nikt nic za darmo dać nie chce. Jak nie zarobie, to nie mam. Pewnie, że też mogłabym zostać posłem i miałabym życie jak w Madrycie. Tylko nie stać mnie na kampanię reklamową. I nie chce mi się babrać w tym wszystkim. Pewnie dlatego, nie mam prawa narzekać. Bo w końcu ktoś ich wybrał. I mówienie, że to nie ja, nic nie da.
Nawet nie jestem wściekła. Jest mi smutno, żałośnie, ogarnia mnie bezsilność. Patrzę na gęby w telewizorze, pełne banałów i frazesów i mam ochotę uciec z tego kraju.
Może na Malediwy?. Albo do królestwa Tonga. Poznałam kiedyś następcę tronu królestwa Tonga, może mnie przyjmą?
Sęk w tym, że kocham miejsce, w którym przyszło mi żyć. Mam tu rodzinę, rodzinny dom w Malawie z rozłożystym orzechem i żywopłotem. Malwy w ogródku i krzak aronii, którego nie ogołociłam z owoców, bo czasu nie było.
Szkoda, że ci, którzy nami rządzą, mają w nosie takich ludzi jak ja. Wielka szkoda.

