platforma blogowa portalu
nowiny

Wiktoria już po komunii

Wczoraj moja najstarsza wnuczka Wiktoria była u pierwszej komunii. W kościele Chrystusa Króla.

Wyglądała przecudnie. 

Przejeta była i zdenerwowana okrutnie. Ale jakoś poszło.

Przyjecie rodzice zorganizowali jej w Domu Weselnym “Lisi kąt” w Chmielniku, bo mają maleńkie mieszkanie i trudno byłoby pomieścić 30 osób. Do Chmielnika niedaleko, więc problemu nie było.

Miejsce, gdzie stoi dom weselny urocze. Niby przy drodze, ale sala, gdzie było przyjecie jest z drugiej strony, ma ogromny taras z widokiem na małą rzeczkę.

Ten taras uratował nam życie. dzieci było sporo, więc szalały na tarasie do woli, a te najmniejsze spały w wózkach.

Bardzo dobra kuchnia (dawno nie jadłam takich dobrych śledzi w śmietanie, a sałatka grecka też palce lizać), miła, młoda obsługa.

Jest też fajne miejsce do robienia zdjęć. Nad strumykiem czerwony mostek, za mostkiem młody lasek i łąka pełna kwiecia i trawy. Wymarzony plener. Na tej łące Wiktoria pozowała do zdjęć. Jak je dostanę, to zamieszczę.

Wiktoria co prawda chciała iść na pizzę, bo na dole jest pizzernia, ale tylko dlatego, że dzieci jak mają zastawiony stół, to chcą akurat czegoś innego.

Pamietam, jak się urodziła, jak z kolegami z Wyborczej piliśmy jej zdrowie, a tu proszę, moja piękna wnusia już po komunii.

Teraz czeka mnie wesele najstarszej córki. W sobotę. Też w “Lisim kącie”.

Mam nowego wnuka

dzisiaj po 15 moja najmłodsza córka urodziła synka. Ważył 3,20 kg i ma 55 cm. Będzie miał na imię Julek.

Jestem szczęśliwa jak diabli.

Mam już trzech wnuków i trzy wnuczki.

Zdjecia jeszcze nie mam, ale jak tylko dostanę od córki do zamieszczę.

Idę na wino. Trzeba opić wnuka.

Tłusty, bardzo tłusty czwartek

Nie było czasu, żeby wczoraj coś napisać, bo dzień miałam taki, że hej. Najpierw w redakcji koleżanka świetowała swoje 30 urodziny. Postawiła pączki. Potem w barze Taurus w Jasionce prezes zorganizował zawody w jedzeniu golonki na czas. Pojechaliśmy całą ekipa. Wystartowałi dwaj nasi koledzy: Wojtek i Łukasz. Wygrał Łukasz. Golonka była przednia, ale całej zjeść nie dałam rady. Były też paczki, ale te też nie dały się wcisnąć do żołądka.

Córka Aneta w domu też przywitała mnie pączkiem. W sumie zjadłam dwa, czyli ponad 1200 kalorii. O Matko Kochana!

Wieczorem wpadł kolega, wypilismy winko. Było miło.

Taki przebieg miał mniej więcej mój “Tłusty czwartek”.

Pisałam, że śniegu nie ma – jest

Ponad tydzień temu pisałam, że śniegu w Bieszczadach nie ma. Bo nie było. Teraz jest i to dużo. I mróz tęgi.  Pod Otrytem zamarzł młody chłopak. Straszne.

W mieście też nie najlepiej. Zasypało. Zaspy, oblodzone chodniki, z domu nie chce się wychodzić.  Ale podobno to już ostatni zryw zimy.

Córka mi strachu napędziła. Wylądowała w szpitalu, za wcześnie jej dziecko chciało przyjść na świat. Na szczęście sytuacja została opanowana, choć musi leżeć.  Będzie miała drugiego syna, bardzo się cieszy, bo chciała syna. ja tam wiem swoje, dziewczynki są lepsze. Wiem co mówię, bo mam trzy córki i syna.

Pokłosie mojego redakcyjnego dyżuru

W oststni weekend miałam dyżur w redakcji. W sobotę dyzurowałam w domu. Sprawdzałam, co sie dzieje w regionie, dzwoniąc m.in. na policję i straż pożarną. Pod opieką miałam dwóch moich wnuków: Rayana (1,5 roku) i Wiktora (2 lata). Matka jednego poszła na uczelnię, a rodzice drugiego pojechali na weekend do Zakopanego. Chłopcy, jak to chłopcy, bez przerwy coś kombinowali.

Dzwonię do straży. Moi wnukowie w tym czasie ogladają bajkę. Pytam strażaka o zdarzenia drogowe. W tym momencie do pokoju wchodzi Wiktor z nożem w ręce (skąd go wziął???).

- Przepraszam, ale muszę przerwać rozmowę, bo właśnie mój wnuk bawi sie nożem - mówię do strażaka.

- To niech mu pani szybko ten nóż zabierze, bo będzie kolejne zdarzenie – ripostuje strażak.

Po godzinie dzwonię na policję. Rozmawiam może trzy minuty. W tym czasie chłopcy znikają mi z pola widzenia. Idę sprawdzić, co robią.

O Boże! W ciagu trzech minut otworzyli mały pokój, z szuflady biurka zabrali flamastry i pomalowali – pościel, ściany (pokój był malowany w lipcu), drzwi od pokoju i łazienki i dwa krzesła w kuchni.

Jest południe, a ja już padam z nóg. Na szczęście poszli spać. Dwie godziny luzu. Zdążyłam ugotować obiad.

Zjedli, poszli oglądać bajkę. ja znowu dzwonię do strażaków. Podczas rozmowy słyszę jakiś stukot w pokoju. Sprawdzam. Zamykali i otwierali drzwi od szafki  i pekła szyba. na szczęście nie wypadła, bo była zbrojona. Ale musiałam ją wyjąć, żeby się nie pokaleczyli. Teraz mamy szafkę bez szyby. Skaleczyłam się przy tej operacji, a moi kochani chłopcy ze współczuciem pokazywali na moją skaleczoną rekę i mówili: Babcia, si!

Ach, te kochane chłopaki.

W niedzielę, na szczęście, musiałam dyżurować w redakcji. Boże, jaka cisza i spokój.

Córka przywiozła mi z Zakopanego prezent. Za to, że zajmowałam się jej synkiem. Kubek z napisem “Dla Margoli”. Słodki. Oryginalny.

Kolejny weekendowy dyżur wolałabym jednak pełnić sama.

Dorota wyjechała, Laskowik mnie ubawił

Dorota pojechała w te swoje Bieszczady. Tęsknię za nią. Wracam do domu i nie ma z kim pogadać. Tak cudnie spedzałysmy wieczory: rozmowy, papieros, winko, wspomnienia i dużo humoru, bo Dorota ciety dowcip ma, jak diabli. Ale co poradzić, jak każdy tęskniła za swoimi, za ukochanym wnukiem i widać było, że leżenie na mojej skórzanej kanapie już się jej dało we znaki.

Byłam w ubiegłą niedzielę na programie Zenona Laskowika. Ubawiłam się, jak norka. Laskowikowi z jego młodzieńczej fantazji, poczucia humoru i brylowania na scenie, nic nie ubyło. Jest dowcipny, czarujący, zabawny. Publicznośc boki zrywała ze śmiechu. W rozmowie bezposredniej tez jest ujmujący. gada i gada, trudno mu wejśc w słowo. Na dodatek ma wiele do powiedzenia. Ja wychowana na kabarecie TEY miałam ogromną przyjemność z rozmowy z nim. Takich kabareciarzy już nie ma.

Weekend upłynął mi pod znakiem porządków. Nawet okno w kuchni umyłam. Przyszła moja pyskata córka Kasia i mówi: O jak jasno w kuchni! Kochana córeczka!

Pogoda ładna, nie pada, depresja mi przeszła, nawet nie wiem kiedy. Co z tego, że pogoda ładna, gdy ludzie coraz bardziej mnie wkurzają. Dlaczego? A, tak generalnie za wszystko.

Mam dzisiaj dyżur w redakcji. Siedzę do wieczora. jakby ktoś chciał ze mną podyskutować, to zapraszam.

Błękitna plaża i ja

Postanowiłam skończyć z chorobami, a głównie z pisaniem o nich. Bo ile można. Generalnie kończę ze wszystkim. Zmieniłam fryzurę, portier w redakcji mnie nie poznał. Koleżanki i koledzy też patrzyli, chyba z uznaniem. Jeden powiedział: – Radykalnie, ale super.

Córka mnie zmusiła do wizyty u fryzjera. Powiedziała, że wstyd przynoszę. Komu nie powiedziała. Może i lepiej.

Wakacje moje zaczynam dopiero w przyszły poniedziałek, dlatego wybrałam się na błękitną plażę w mieście. To takie miejsce obok hali na Podpromiu, gdzie wysypano furę piasku, postawiono namiot i jest jak na Bora-Bora. No prawie jak.

Piwo marki Lech podają. Po 5 zeta. Dobre, bo lekkie i zimne. Lekarz mi co prawda zakazał piwa, ale… niech tam. Oprócz piwa muzyka, kelnerki w strojach orientalnych. Zabawa po pachy. Łyknęłam trochę orientu i wróciłam do domu.

A, zapomniałabym. Podrywał mnie jakiś facet. Najpierw powiedział do mnie “Królowo Ty moja”, co mnie zelektryzowało i kazało pierś wyprężyć, a potem dodał: “Królowo, dorzuć 2 złote na piwo”.

Kurczę, ja to mam szczęście. A może to nie był podryw?

Co ma krokodyl do starości

Za wcześnie dzisiaj wstałam. Tzn. obudziłam się, bo wstawać nie było po co. Leżę, leżę. Z nudów zaczęłam mysleć. O starości, o przemijaniu, o niedoskonałościach mojej egzystencji, o problemach z sama soba i innymi. Wyszło mi, że jestem do niczego. Że zawaliłam tyle spraw w życiu, że na kilka filmów, nie mówiąc o powieściach, materiału by starczyło. Robienie bilansu zyciowego o piątej rano jest bezsensowne.

Zrobiłam sobie kawę Anatol, bo innej mi nie wolno.

Po kawie zły nastrój wcale nie minął. Trudno sie dziwić, skoro to kawa bez kofeiny.

Zapaliłam, choć palic tez mi nie wolno. a, co tam.

To samo. czarne myśli nadal krążyły mi po głowie. Tyle tylko, że o samej starości. Mój brat Waldek mawia, że Panu Bogu nie udała się starość i zeby.

- Czemu człowiek nie ma tak jak krokodyl, zęby mu sie psują, wypadają, rosną nowe i z głowy – to cytat z mojego brata.

Właśnie, czemu człowiek nie ma tak jak krokodyl.

Słońce wyszło, nastrój mi sie poprawił. Choć nie na tyle, żeby skakać z radości.

Po południu bedę miała wnuki u siebie, bo córka idzie na wywiadówkę. Zapomnę o nastrojach.

Może i dobrze, że nie mam jak krokodyl.

Jeden wnuk ma drugiego ząbka, drugi wnuk zaczął chodzić

Mój pięciomiesięczny wnuk Rajan właśnie został właścicielem drugiego ząbka. Święto w rodzinie. Wszyscy oglądają, podziwiają. Takie małe radości bardzo cementują rodzinę. Nawet ząbek. Rjan jest słodki, grzeczny, uśmiechnięty. Moja córka ma szczęście.Dziś jest też kolejny powód do radości. Wiktor, mój roczny wnuk zacząl chodzić.Od razu wlazł do kosza na śmieci. Potem do pokoju, gdzie walnął głową w ławę. Siniak z tegopowstał jak ta lala.

- Jak na chłopca to wcześnie zaczął – stwierdziła moja córka Kasia. – Chłopcy przewżnie późno chodzą.

Kasia przyjechała do mnie, bo chciała mi pokazać sylwestrową kreację. Idą z mężem do ekskluzywnego hotelu Ambasador. Kupiła piękną fioletową kreację, do tego czarne pntofelki. Jest śliczna, we wszystkim jej dobrze, ale ciągle ma jakieś ale.

Ja na Sylwestra nie idę. Będę bawić Rajana.Może to i dobrze.  Nie piję,bo mam nadciśnienie, tańczyć lubię, ale nie muszę. Posiedzę z wnukiem, poglądam telewizję. W Nowy Rok mam dyżur w redakcji. Balowanie nie wchodzi w rachubę.

Już wieczór. Dom wyciszony. Natalka, moja czteroletnia wnuczka właśnie  mi oznajmiła, że kocha mnie na tysiąc żyć.Czy może być coś fajniejszego na zakończenie dnia? Nie, nie może.