Serce moje biedne
Coś mnie ścisnęło w środku i nie pozwoliło się ruszyć. I tak przez kilka minut. Potem drugi raz i trzeci. Sztywny kark, noga sztywna. Lekarz. Zwolnienie. Leżę i się wściekam, bo leżeć nie lubię. Na szczęście tylko do końca tygodnia. Chrzanić lekarzy i ich diagnozy. Im więcej jem leków, tym gorzej się czuje. Wszystkie te dolegliwości pewnie ze starości i trzeba się z tym pogodzić. I już.
Byłam w Bieszczadach jak pisałam. Jesień cudna. Kolory takie, że dech zapiera. Wiatr we włosach, szum Sanu. Wolność. Szkoda, że tylko na trzy dni.
Córka z wnuczką i zięciem wrócili z Irlandii. Bardzo się cieszę, tęskniłam okrutnie. Natalka spoważniała i urosła. Cudownie jest mieć wnuki, dzieci zresztą też. Szczególnie jak już są dorosłe.
Wracam do wyra, zmęczyło mnie siedzenie i pisanie. Szyja mi zesztywniała.
A jeszcze nie tak dawno mogłam tańczyć do białego rana.
Dobrze, że przynajmniej mam serce, co potwierdziło badanie, bo Waldek Trawka, mój kolega z pracy, zawsze twierdził, że nie mam.
A widzisz Waldusiu – mam!

