platforma blogowa portalu
nowiny

Serce moje biedne

Coś mnie ścisnęło w środku i nie pozwoliło się ruszyć. I tak przez kilka minut. Potem drugi raz i trzeci. Sztywny kark, noga sztywna. Lekarz. Zwolnienie. Leżę i się wściekam, bo leżeć nie lubię. Na szczęście tylko do końca tygodnia. Chrzanić lekarzy i ich diagnozy. Im więcej jem leków, tym gorzej się czuje. Wszystkie te dolegliwości pewnie ze starości i trzeba się z tym pogodzić. I już.

Byłam w Bieszczadach jak pisałam. Jesień cudna. Kolory takie, że dech zapiera. Wiatr we włosach, szum Sanu. Wolność. Szkoda, że tylko na trzy dni.

Córka z wnuczką i zięciem wrócili z Irlandii. Bardzo się cieszę, tęskniłam okrutnie. Natalka spoważniała i urosła. Cudownie jest mieć wnuki, dzieci zresztą też. Szczególnie jak już są dorosłe.

Wracam do wyra, zmęczyło mnie siedzenie i pisanie. Szyja mi zesztywniała.

A jeszcze nie tak dawno mogłam tańczyć do białego rana.

Dobrze, że przynajmniej mam serce, co potwierdziło badanie, bo Waldek Trawka, mój kolega z pracy, zawsze twierdził, że nie mam.

A widzisz Waldusiu – mam!

Moja Dorota już po operacji

Moja przyjaciółka Dorota, ta z Dwernika, jest już po operacji. Leży bidula u mnie w domu i pewnie się nudzi. Mówi, że nie. Chodzić nie może, bo operacja była na kolano. Mam wyrzuty sumienia, że ją sama zostawiam na cały dzień. Ale co mam robić, pracuję.

Wiktor poszedł wczoraj, po bardzo długiej przerwie wakacyjnej, do przedszkola, bo jego matka, a moja córka Aneta, poszła na zajęcia. Studiuje filologię romańską. Wiktor darł się w przedszkolu, jak nie przymierzając stare prześcieradło. Podobno natychmiast po wyjściu matki przestał. Ja byłam z córką go odwieźć i cały dzień miałam z głowy, bo się o niego martwiłam.

Taki już los babci.

Siedzę i rozmawiam z ludźmi, o których mam pisać materiał. W pewnym momencie dzwoni mój telefon. Sprawdzam, kto. Córka. Przepraszam moich rozmówców i odbieram. I słyszę: – babciu, a ja mam sikająca lalę, dostałam na urodziny.

To moja wnuczka Natalka, która jest z matką w Dublinie.

O mało nie parsknęłam smiechem.

Ot, taki juz los babci.

Boli mnie prawa noga

Noga mnie boli. Prawa. Lekarz mówi, że mam problemy z żyłami i powinnam rzucić palenie. Ograniczyłam palenie, ale z rzucaniem mam problem.

Refleksja pierwsza – Odkąd chadzam regularnie do lekarza, coraz więcej części mego ciała mnie boli!

Refleksja druga – Odkąd coraz więcej części ciała mnie boli, wydaję coraz więcej kasy na leki!

Refleksja trzecia – Odkąd wydaję coraz wiecej kasy na leki, coraz więcej części ciała mnie boli.

Koło sie zamyka.

Chyba nie ma wyjścia.

Co robić?

Za chwilę kolejny długi weekend. Pojadę do Dwernika, do przyjaciółki Dorotki. Dorota ma sklep, bedę sprzedawać turystom piwo i wszystko czego zechcą. Wyrzucę leki do Sanu. Potem sie upiję i zapomnę o bólach. Jak przeżyję, to znaczy, że nic mi nie jest, a lekarze się mylą. jak nie przeżyję, to trudno. Wyjdzie, że to ja nie miałam racji.

A tak na poważnie – może ktoś wie, dlaczego prawa noga mnie boli, cierpnie i jest zimna. Może to od kregosłupa?

Czekam na opinie.

Pozdrawiam!

Stadami i latają

Nie parami, ale stadami i nie chodzą tylko latają po mnie nieszczęścia. Dopiero co mama wyszła ze szpitala, a już jutro czeka mnie kolejna wizyta na szpitalnym oddziale. Mój mały wnuk musi mieć operację. Wszyscy mówia, że to nic skomplikowanego, że wszystko będzie dobrze.

A ja jestem przerażona!

O właśne dzieci tak się nie denerwowałam. Tak, że jutro mam kolejny trudny dzień.

Trzymajcie za mnie kciuki, wszyscy Ci, którzy mi dobrze zyczycie.

Pozdrawiam1

Bańki, wnuczka i lalka

Mama w szpitalu, ale jutro ją wypisują. Wszystko chyba dobrze się skończy. Teraz wnuczka zachorowała. Lekarz zalecił postawienie baniek. Na samo słowo “bańki” wnuczka zareagowała histerycznie. Postanowiliśmy ją przekupić. Łatwo nie było, ale obiecała, że jak dostanie lalke, która mówi, płacze i coś tam jeszcze robi to sobie pozwoli te bańki postawić.

Lalka została zakupiona i wtedy wnuczka zmieniła zdanie. Za nic w świecie nie pozwoliła wykonać zalecanego zabiegu. Byliśmy bezsilni. Trzeba było iść do lekarza po raz drugi, żeby zmienił zalecenie. Teraz pije syrop z antybiotykiem i twierdzi, że bardzo jej pomaga.

Morał z tego taki, że dzieciom, głównie płci żeńskiej, wierzyć nie należy.

A lipa kwitnie nadal. Mam coraz lepszy nastrój. Ptaki śpiewają. Będzie dobrze.

Wkurzył mnie kolega, ale on wkurza mnie codziennie, więc nie popsuło mi to dobrego nastroju.

A swoją drogą, czy ludzie, którzy w stosunku do swoich kolegów z pracy postepują nie fair, nie mają tego świadomości?

Nie wiem.

Mama zbiegła z roweru

Moja mama, która ma 76 lat ciagle jest żywotna i sprawna. Ale dzisiaj niestety spadła z roweru i złamała biodro. Czeka ją operacja i zapewne długa rehabilitacja. Nie jeden raz prosiliśmy, żeby na ten rower nie wsiadała. A gdzie tam. Nie słucha, jest uparta jak osioł. Mam nowe zmartwienie. Depresja przeszła mi jak ręką odjął, bo jestem taka zła, że nie mam czasu na deprechę.

Mam nadzieję, że ja nie będę taka uparta w jej wieku.

Chyba jednak bedę, jestem do niej bardzo podobna.

Nakrzyczałam na brata Tomka, że nie schował tego roweru, żeby nie mogła jeździć.

- Schowałem i nawet spuściłem powietrze z kół, ale znalazła i napompowała – bronił się Tomek.

Na mamę nie ma mocnych. Zawsze taka była. Swoją drogą, zuch kobieta. Już nie jestem na nią wściekła. Pójdę do szpitala, pocieszę ją.  Ale ochrzanię też.

Pamiętam jak kiedyś, dawno temu, mama myła okna. Stanęła na samym rogu parapetu,  który się oberwał i spadła. Strzaskała jakąś kość i długo miała nogę w gipsie. Tata się wtedy śmiał, że mama zbiegła z parapetu.

Tato! Teraz zbiegła z roweru. Nasza mama kochana.

Wiosenne przesilenie mam

Nic mi sie nie chce. Wszystko mnie wkurza. Ciagle mnie coś boli. Głównie głowa, która przez 50 lat prawie wcale mnie nie bolała i widocznie teraz nadrabia.

Wnuczka Natalia też ma jakąś taką markotną minę. Córka siedzi z wnukiem w Paryżu i narzeka, że zimno. Boże, jak bym siedziała w Paryżu, to na zimno z całą pewnością bym nie narzekała. Miałabym inne rzeczy na głowie. Tak mi się wydaje, bo przecież w Paryżu nigdy nie byłam.

Na przekór wszystkiemu: moim nastrojom, pogodzie, smutnym ludziom na ulicy, moja lipa kwitnie jak szalona.

Ktoś mi kiedys powiedział, że nastroje miewają ludzie, którzy myślą. A mnie się nawet myśleć nie chce. Dopadło mnie przesilenie… wiosenne.

Przypomniałam sobbie jak moja cudna wnuczka chciała pocałować zdechłego kota, żeby ożył.

- Babciu, dajmy mu buzi, to może on sie obudzi, tak jak królewna Śniezka – zawyrokowała moja wnuczka.

Nie pozwoliłam.

Ja się chyba muszę obudzić. Może mnie ktoś pocałuje?

Świąt nie czuję

Szaro, smutno, ponuro.

I na dworze i w duszy. Kolega z podstawówki umarł na zawał. Miał 52 lata. Dzisiaj pogrzeb. Chyba to za wcześnie. Dopadła mnie jakaś taka melancholia, wspomnienia, zadumania. Nie mogę się skupić na pracy.

Beznadzieja.

Nie ma we mnie radości. A przecież święta idą, radosne, pełne nadziei. Nadziei też we mnie nie ma. Może powinnam gdzieś wyjechać, zatracić się w odpoczywaniu. Zapomnieć o całym świecie.

Nie wiem, czy potrafię.

Takie gadanie i myślenie jest bez sensu. Idę kupić jaja, których mi jeść nie wolno, barana i jakieś inne akcesoria świąteczne. Może mi przejdzie.

A jak nie, to posprząatam chałupęe. To zawsze pomaga. jak sie człowiek urobi, to mu się o egzystencji myśleć nie chce.

Co ma krokodyl do starości

Za wcześnie dzisiaj wstałam. Tzn. obudziłam się, bo wstawać nie było po co. Leżę, leżę. Z nudów zaczęłam mysleć. O starości, o przemijaniu, o niedoskonałościach mojej egzystencji, o problemach z sama soba i innymi. Wyszło mi, że jestem do niczego. Że zawaliłam tyle spraw w życiu, że na kilka filmów, nie mówiąc o powieściach, materiału by starczyło. Robienie bilansu zyciowego o piątej rano jest bezsensowne.

Zrobiłam sobie kawę Anatol, bo innej mi nie wolno.

Po kawie zły nastrój wcale nie minął. Trudno sie dziwić, skoro to kawa bez kofeiny.

Zapaliłam, choć palic tez mi nie wolno. a, co tam.

To samo. czarne myśli nadal krążyły mi po głowie. Tyle tylko, że o samej starości. Mój brat Waldek mawia, że Panu Bogu nie udała się starość i zeby.

- Czemu człowiek nie ma tak jak krokodyl, zęby mu sie psują, wypadają, rosną nowe i z głowy – to cytat z mojego brata.

Właśnie, czemu człowiek nie ma tak jak krokodyl.

Słońce wyszło, nastrój mi sie poprawił. Choć nie na tyle, żeby skakać z radości.

Po południu bedę miała wnuki u siebie, bo córka idzie na wywiadówkę. Zapomnę o nastrojach.

Może i dobrze, że nie mam jak krokodyl.

Wnusia wyjechała, a mnie bolą lędźwie

Moja córka, ta, która mieszka ze mną, zabrała małą Natalkę i poleciała do Dublina. W domu cisza. Głupio jakoś. Nie muszę rano zasuwać z małą do przedszkola. Myslałam, że odpoczne, a gdzie tam. Miejsca sobie nie mogę znaleźć. Taki już los babci.

Natalia po raz pierwszy leciała samolotem. Była bardzo przejęta. Zadawała mnóstwo pytań. Moja córka miała poważne obawy, że bedzie płakać czy rozrabiać. Po części sie sprawdziło. na lotnisku dała taki popis, że obsługa długo ja zapamięta.

- Babciu Natalia szalała jak nie wiem co – relacjonowała mi Wiktoria, moja najstarsza wnuczka, która Natalię odprowadzała. – Wszystkich zaczepiała, pytała, gdzie lecą i jak się czują.

Na szczęście w samolocie obyło się bez ekscesów. Przez godzine biegała po pokładzie, a potem zasnęła.

Nie bedzie ich na szczęście tylko tydzień. Wytrzymam.

Jutro bawie Wiktora, bo najmłodsza córka ma zajęcia na uczelni. Kurczę, babcią jestem na okrągły zegar. Tak z tego wynika.

Wiosna na dworze, a mnie bolą korzonki. Przyjaciółka Dorota, która do mnie przyjechała z Bieszczad, mówi, że to lędźwie.

Co to są lędźwie?